sobota, 24 sierpień 2013 09:55

Choroba Tronowa

Napisał 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Karol II Karol II

Habsburgowie, Hohenzollernowie i Burbonowie przekazywali z pokolenia na pokolenie – niczym insygnia władzy – paskudne schorzenia. Do ich rozprzestrzeniania przyczynili się również władcy Polski, skoligaceni z królewskimi rodami z całej Europy.

Czytaj również:

http://historia.focus.pl/swiat/choroby-tronowe-1370

Następcy tronu dziedziczyli po rodzicach zaszczyty na równi z przypadłościami. Kobiety, wżeniane w inne panujące dynastie, roznosiły geny po dworach królewskich. Habsburgowie, Hohenzollernowie, Tudorowie czy Romanowowie zarażali się wzajemnie chorobami i upodobniali do siebie fizycznie. Poprzez rodzinne koligacje również władców Polski wyróżniały cechy chorobowe charakterystyczne dla innych europejskich dynastii królewskich.

Waza z Habsburgami
Królewicz Władysław Waza z portretu Marcina Kobera liczy niecałe dwa lata. Jest rudawym blondynem o jasnej cerze i rumianych, pucułowatych policzkach oraz haczykowatym nosie. Uwagę zwraca zgryz chłopca, zwłaszcza wydatna i pełna dolna warga, która zachodzi na górną. Żuchwa jest lekko wysunięta do przodu. U przyrodniego brata Władysława, późniejszego króla Jana II Kazimierza cecha ta jest jeszcze lepiej widoczna.
Królewicze z polsko- szwedzkiego rodu Wazów cierpią na przodozgryz, czyli prognatyzm żuchwy, zaburzenie w którym dolna warga przerasta w rozmiarze górną, a żuchwa jest nazbyt rozwinięta. "Ze względu na bardzo niekorzystny wpływ na wygląd twarzy i czynności narządu żucia, wada ta jest zaliczana do najcięższych nieprawidłowości tego narządu (twarzy)" – uważa Maria Pośpieszyńska z Kliniki Ortodoncji Katedry Stomatologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.
Schorzenie, zwane również progenią, ma podłoże genetyczne. Władysław odziedziczył je po matce Annie Habsburżance. Małżeństwo króla Zygmunta III z córką arcyksięcia Karola Habsburga było jednym z wielu politycznych mariaży zawieranych pomiędzy dworem królewskim w Polsce i w Austrii. Władysławowi IV również dano za żonę naznaczoną prognatyzmem córkę cesarza Ferdynanda, Cecylię Renatę. Ich dzieci zmarły wcześnie i trudno stwierdzić u nich progenię. Z kolei Jan Kazimierz był synem Zygmunta III i Konstancji z Habsburgów. Wada zgryzu upodobnia go do Habsburgów, potężnego rodu, panującego w wielu krajach Europy.
Wystarczy porównać portret króla z wizerunkami cesarzy Świętego Cesarstwa Narodu Niemieckiego, powstałymi pomiędzy 1438, a 1740 rokiem. W tym okresie na tronie zasiadało 14 koronowanych cesarzy lub królów niemieckich z rodziny Habsburgów. Według historyków wszyscy, bez wyjątku, wykazywali cechy charakterystyczne dla progenii.
Trudno się nie zgodzić, patrząc na portrety. Pierwszy cesarz Fryderyk III Habsburg (syn Cymbarki) ma wyraźnie wysuniętą do przodu dolną szczękę. Podobnie jego następca, cesarz Maksymilian I, którego malował Albrecht Dürer. Prognatyzm jego wnuka – cesarza Karola V świetnie uwiecznił Tycjan. Cesarza Rudolfa II śmiało można nazwać habsburskim „klasykiem”, podobnie Ferdynanda III. Na obrazie von Blocka cesarz Leopold I ma wręcz zdeformowaną twarz, a artyści raczej upiększali niż wyostrzali wady. Wątpliwości nie ma w przypadku ostatniego cesarza z linii męskiej Karola VI.
Progenia nie jest śmiertelną chorobą, jednak nieleczona może doprowadzić do deformacji i kalectwa. Zaburzenie utrudnia spożywanie pokarmów i przeszkadza w mówieniu. Karol V, chyba najbardziej „habsburski” ze wszystkich Habsburgów, nie mógł normalnie zagryźć zębów, przez co mówił bardzo niewyraźnie i połykał rozdrobnione potrawy. A apetyt dopisywał władcy. Anglik Roger Asham zaobserwował, jak schorowany Karol V pochłaniał na obiad baraninę, zająca, kurczaki, a na koniec wypił pięć litrów reńskiego wina. Obżarstwo i związane z nim ataki podagry doprowadziły Karola do zapaści. Pod koniec życia nie miał sił wykonywać obowiązków i jako jedyny w historii cesarz niemiecki abdykował.

Historycy i antropolodzy są zgodni, że progenia Habsburgów miała dziedziczny charakter. Badaczy dzieli za to kwestia pochodzenia tej cechy rodowej. Czy schorzenie kości twarzy pojawiło się „wewnątrz” dynastii czy też rodzina nabyła je poprzez koligacje małżeńskie od przedstawicieli innych domów książęcych?
W 1898 roku Ottokar Lorenz wysuwa teorię, że cecha habsburska pochodzi od Jagiellonów. Austriacki historyk i genealog opiera swoje przekonanie na opisie z roku 1555 autorstwa Johanna Jacoba Fuggera. Ten dworzanin i pisarz książąt bawarskich zanotował uwagę na temat Cymbarki, zmarłej 126 lat wcześniej księżniczki mazowieckiej. Córka Siemowita z rodu Piastów i Aleksandry, siostry króla Władysława Jagiełły, wyszła w 1412 roku za habsburskiego arcyksięcia Ernesta Żelaznego. "Przypisuje się jej także posiadanie dużych, pełnych ust, które pozostawiła swoim potomkom jako znak narodzenia”. Syn Cymbarki, cesarz Fryderyk III, a także jego następca Maksymilian wykazywali cechy charakterystyczne dla progenii.
Także według polskiego badacza i historyka medycyny prof. Zdzisława Gajdy „komponentę dziedziczną do typu habsburskiego” wniosła Cymbarka poprzez małżeństwo z Ernestem. "Od tego związku rozpatruje się zwykle dziedziczenie typu habsburskiego" – twierdzi prof. Gajda. Ku tej koncepcji przychyla się również dr Gerhard Wolff. Według niemieckiego badacza Cymbarka rozsiała gen prognatyzmu po Europie. Wolff zbadał i zrekonstruował 23 generacje spośród 13 europejskich rodzin królewskich, w tym Habsburgów, Burbonów, Stuartów i Medyceuszy. We wszystkich rodach odnalazł wady spowodowane „zmutowanym pojedynczym autosomalnym genem dominującym o wysokiej penetracji”.
Zwolennicy teorii wewnątrz- habsburskiego źródła progenii uważają, że mazowiecka księżniczka nie była pierwsza. „Cymbarka najwyżej utrwaliła cechę Habsburgów” – twierdzi prof. Hans Neumann. Niemiecki historyk na podstawie wizerunku z nagrobka w katedrze w Spirze (Speyer) dopatruje się progenii już u założyciela rodu Habsburgów, króla Rudolfa. Na początku XX wieku otwarto grobowiec zmarłego w 1291 roku władcy i przebadano szkielet. Cesarz miał wyraźnie wysuniętą brodę i prawdopodobnie cierpiał na przodozgryz. Jego syn Albert I, bez wątpienia posiadał habsburski zgryz.

Prognatyzm żuchwy nie był największym utrapieniem zdrowotnym Habsburgów. Książęta, królowie i cesarze cierpieli na wiele innych schorzeń fizycznych i psychicznych. Zwłaszcza przedstawiciele hiszpańskiej linii Habsburgów, która wyodrębniła się na początku XVI wieku wraz z małżeństwem Filipa „Pięknego” z Joanną Kastylijską, mieli bardziej wydatny zgryz i częściej chorowali. Zmuszeni do małżeństw z kuzynostwem, wytwarzali wadliwe geny i przekazywali ułomności z pokolenia na pokolenie.
Karol V nie był jedynym władcą niezdolnym sprawować funkcji. Filipa III w kierowaniu imperium faktycznie zastępował książę Lermy. Karola II, ułomnego fizycznie i psychicznie, reprezentowała oficjalnie matka. Nie była jednak w stanie wyręczyć syna w spłodzeniu następcy i, mimo zaaranżowania dwóch małżeństw, Karol zmarł bezdzietnie w 1700 roku w wieku 39 lat. Na nim wygasła męska linia hiszpańskich Habsburgów
Słynny, dzięki dramatowi Schillera i operze Verdiego, infant don Carlos od młodych lat przejawiał zaburzenia psychicznie. Jeszcze za życia Don Carlosa mówiono, że wdał się w prababkę Joannę „Szaloną”. Żona Filipa „Pięknego” faktycznie zachorowała psychicznie po śmierci męża i długie lata życia spędziła zamknięta w klasztorze. Wybuchy agresji don Carlosa stały się niebezpieczne dla otoczenia i księcia trzeba było izolować. Król Filip II kazał uwięzić syna w lochach Alcazar, gdzie następca tronu zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach w wieku 23 lat.
Najbardziej znanym „wariatem” spośród Habsburgów stał się jednak potomek austriackiej linii- Rudolf II. Cesarz, kryjący się przed światem w zamku na Hradczanach, miewał napady szaleństwa, podczas których potrafił zasztyletować urzędnika i targnąć się na swoje życie. „Król alchemik” głęboko wierzył w astrologiczną przepowiednię, że zostanie pozbawiony tronu przez prawowitego następcę, dlatego nigdy się nie ożenił. I słusznie, gdyż jego najstarszy nieślubny syn nie nadawał się na tron niemiecki. Markiz Juliusz Cezar był psychopatą oraz zboczeńcem seksualnym. Najpierw brutalnie zgwałcił, a porem zamordował i poćwiartował na kawałki ciało swojej kochanki. Ojciec zamknął syna w twierdzy, gdzie Juliusz zmarł w 1609 roku.
Związki kazirodcze doprowadziły do degeneracji genów i w konsekwencji upadku linii hiszpańskiej. Tron w Madrycie przeszedł w ręce Burbonów. Na początku XVIII wieku również w Niemczech pojawili się groźni konkurenci Habsburgów. W 1701 roku Fryderyk koronował się na króla w Prusach, które, po dziesięcioleciach wyniszczających wojen, odebrały Austrii tytuł hegemona w Związku Niemieckim. Władcy Prus –Hohenzollernowie byli rodem równie walecznym i ambitnym, co niedołężnym i słabym. Wywodzący się z tego rodu książęta, a potem królowie i cesarze żyli krótko i niezdrowo i chorowali ciężej chyba niż Habsburgowie. Mimo dziedziczonych ułomności i chorób Hohenzollernowie stworzyli sprawniejszą administrację i silniejszą armię i ostatecznie pokonali Austriaków.

Najwięcej zasług w uczynieniu z Prus europejskiego mocarstwa ma król Fryderyk II, który przeszedł do historii pod przydomkiem „Wielki”. Tymczasem to nie podboje i oświeceniowe reformy przyniosły mu zaszczytny tytuł. Fryderyka nazwano „Wielkim”, ponieważ niezwykle dzielnie znosił ból i słabości ciała. Tak przynajmniej uważa prof. Hans Schadewaldt, zmarły w 2009 roku wybitny historyk medycyny z uniwersytetu w Düsseldorfie.
Fryderyk cierpiał na podagrę. Jej atak jest jednym z bardziej bolesnych stanów zapalnych, jakie zna medycyna. Paraliżuje stawy, najczęściej wielkiego palucha u stopy, który nabrzmiewa i rwie nie do wytrzymania. Dolegliwość, znana współcześnie jako dna moczanowa, jest przewlekłą chorobą wywołaną zaburzeniem metabolizmu kwasu moczowego. Medycyna potrafi dziś ją leczyć i uśmierzać ból. W połowie XVIII wieku lekarze przystawiali pijawki, a chory, by ulżyć mękom, zalewał się w trupa.
Zimą 1775 roku Fryderyk II miał 18 ataków podagry.„Mam sparaliżowane lewe ramię, obie stopy i prawe kolano. Prawą ręką, jedynym członkiem, którego mogę używać, piszę do pana i proszę o przybycie do Głogowa” – żalił się w liście do Markiza d`Argens. Fryderyk prócz tego cierpiał na dolegliwości żołądkowo-jelitowe, dręczyły go kolki nerkowe i hemoroidy. Miał wysokie ciśnienie, duszności, walczył z bezsennością. Pierwszy atak podagry przeżył w wieku 34 lat. Kilka lat później doznał udaru mózgu, który przejściowo sparaliżował prawą część ciała.
Fryderyk nigdy nie zaniedbywał obowiązków. „Dyscyplina króla była silniejsza niż wszystkie jego cierpienia” – twierdzi prof. Schadewald. Gdy podczas Wojny Siedmioletniej, w której aktywnie uczestniczył, miał atak podagry, żołnierze nieśli go na łóżku polowym na posiedzenia sztabu generalnego. Pod koniec życia posłuszeństwa odmówiło mu serce. Fryderyk II dożył wyjątkowego wieku 74 lat. zmarł siedząc w fotelu, gdyż od tygodni nie mógł oddychać w pozycji leżącej. Przyczyną śmierci był obrzęk opłucnej i otrzewnej.
Dzieje rodu Hohenzollernów są w równym stopniu historią zmagań na polach bitew, co walką ze słabościami własnego ciała. W 1485 roku, trzeciego brandenburski elektor Albert Achilles pisał do papieża: „Trzeba mnie karmić, nosić i dźwigać, niczym małe dziecko”. Jego następca Johann Cicero zmarł w wieku 44 lat, bo nie wytrzymał trudów podróży z Reichstagu we Fryburgu. Kurfirst Jan Zygmund miał po wylewie porażenie mowy i ruchu, a także sparaliżowaną część ciała. Po kolejnym ataku podagry w 1619 roku abdykował. Śmierć uwolniła go od cierpień w wieku 47 lat. Jego następca Grzegorz Wilhelm żył dwa lata krócej i przed śmiercią również nie był w stanie pełnić funkcji. Pierwszy król Prus Fryderyk, prócz rodowej podagry, utykał, miał wadę kręgosłupa, szpotawą stopę oraz garb. Zmarł na astmę sercową w wieku 55 lat. Jego syn, zwany królem Żołnierzem, zmarł jeszcze młodziej. Zdążył jednak zbudować potężną amię, choć sam do służby wojskowej w ogóle się nie nadawał. Miał ciężką podagrę, żółtaczka uszkodziła mu wątrobę, co mogło ułatwić zachorowanie na porfirię, objawiającą się bólami brzucha, poceniem, wymiotami, a także rozdrażnieniem, a nawet stanami paranoidalnymi. Król słynął w Europie z wybuchu gniewu i wściekłości, nad którymi nie potrafił zapanować.

Prócz predyspozycji genetycznych, powstawaniu dny moczowej sprzyja również tryb życia i nawyki żywieniowe. Ataki podagry przychodzą zwykle nad ranem po suto zakrapianym posiłku. Dolegliwość nazywano kiedyś „chorobą bogatych”, bo tylko zamożni ludzie mogli pozwolić sobie na obżarstwo. Książęta i królowie z dynastii Hohenzollernów nie znają umiaru w jedzeniu i piciu. Fryderyk Wielki, najbardziej oświecony władca w rodzie, bije pod tym względem krewniaków.12 dni przed śmiercią król zjada obiad z 11 dań, m.in. zupę z kalafiora, panierowaną wołowinę, kotlety, łososia, języki wołowe, wafle, groszek zielony, świeże śledzie, kiszone ogórki i wypija do tego butelkę musującego wina. Król ma zwyczaj osuszać w południe butelkę szampana, po której każe zwykle podawać sobie kilka mocniejszych trunków. „W jedzeniu i piciu nie był panem samego siebie, folgował swojemu apetytowi” – zauważa współczesny mu teolog Anton Friedrich.
Fryderyk jest niski i krępy. Jego ojciec, król Żołnierz, przypomina monstrum, bo przy wzroście 165 centymetrów waży około 150 kilogramów i jest tak gruby, że pod koniec życia porusza się na wózku inwalidzkim. Wielki Kurfirst z kolei wydaje obiady ze 100 daniami. Na co dzień książę zadowala się 20 potrawami. Następca Fryderyka Wielkiego, którego lud przezywa „grubym Wilhelmem”, miesiącami nie podnosi się z łóżka, aż nabawia się na ciele odleżyn. Umiera w wieku 53 lat na niewydolność serca i obrzęk.

„Gruby Wilhelm” jest ostatnim władcą Prus naznaczonym piętnem podagry. Jego syn, cesarz Fryderyk Wilhelm III oraz jego następcy nie chorują na podagrę albo ma ona łagodny przebieg. Ustąpienie przypadłości władcy nie zawdzięczają wynalezieniu leku, lecz zmianie nawyków konsumpcyjnych. Wraz z postępem medycyny i nauki rośnie świadomość negatywnych skutków obżarstwa i opilstwa. „Nastąpiła zmiana społecznego statusu podagry” – uważa Hans Neumann. Rewolucja przemysłowa przynosi zmiany nie tylko w zwyczajach żywieniowych, ale także w upodobaniach. Brzuchaci mężczyźni z podwójnym podbródkiem przestają być ideałem piękna. Z czasem modny robi się zdrowy tryb życia, upowszechniła się turystyka, sport, rekreacja. Hohenzollernowie wraz z kilogramami tkanki tłuszczowej zrzucają z siebie bolesne jarzmo podagry.
Zanik dny moczowej nie oznacza końca zdrowotnych kłopotów rodu. Pod koniec XIX wieku we krwi Hohenzollernów pojawia się śmiertelna choroba, która na przełomie XIX/XX wieku rozprzestrzenia się po dworach królewskich w Niemczech, Rosji i Hiszpanii.

Za epidemię hemofilii w Europie odpowiada angielska monarchini Wiktoria. „Królowa przyniosła śmierć do licznych europejskich rodów cesarskich” – uważa Hans Neumann. Sama nie chorowała, ale była nosicielką i przekazała mutację genów wywołujących tę dolegliwość swojemu potomstwu: synowi oraz dwóm córkom, które zapoczątkowały wędrówkę hemofilii po Europie.
Ta dziedziczna przypadłość polega na zaburzeniu krzepliwości krwi. Nosicielką cechy genetycznej jest matka, ale chorują tylko męscy potomkowie. Dzieje się tak, ponieważ chromosom X, odpowiedzialny za płeć, zawiera także gen powodujący chorobę. Dopiero w latach sześćdziesiątych XX wieku naukowcy wynajdują sposób pozyskiwania osocza krwi i w aptekach pojawiają się leki zwiększające jej krzepliwość. Jeszcze w 1943 roku średnia długość życia osoby chorej wynosi 15 lat.
Małżeństwa książęcych par niemieckich i angielskich były normą. Od 1660 do I wojny światowej władcy Anglii wywodzili się z linii niemieckiej Hannover, a następnie z rodu Sachsen – Coburg i Gotha. Hemofilię przeniosła z pałacu Buckingham nad Ren córka królowej Wiktorii, księżniczka Alice, która w 1862 roku wyszła za mąż za Ludwika IV, wielkiego księcia Hesji i Nadrenii. Czworo spośród ich siedmiorga dzieci chorowało na hemofilię. Młodszy syn Fryderyk Wilhelm Heski umarł w wieku trzech lat. Starsza siostra Irena, wyszła za młodszego brata cesarza Wilhelma II i w ten sposób choroba przeszła do dworu Hohenzollernów. Synowie z tego małżeństwa chorowali na hemofilię. Urodzony w 1889 roku Książę Waldemar dożył, jak na chorego, sędziwego wieku 56 lat. Zmarł, ponieważ podczas wojny zabrakło dla niego krwi do przetoczenia. Jego młodszy brat Henryk w dzieciństwie doznał śmiertelnego krwotoku wewnętrznego po upadku z krzesła.
Najmłodsza córka Wiktorii, Beatrycze, wniosła gen hemofilii do hiszpańskiej rodziny królewskiej. Jej syn Leopold zmarł w 33 roku życia podczas operacji kolana. Drugi syn Maurycy zginął podczas pierwszej wojny światowej. Córka Wiktoria Eugenia wyszła za mąż za króla Hiszpanii Alfonsa XIII i przekazała chorobę dwóm synom Gonzalesowi i Alfonsowi. Z dynastii tej wywodzi się obecny król Hiszpanii, który jest zdrowy. Także wśród bliskich krewnych Juana Carlosa nie ma osób cierpiących na hemofilię. Choroba znikła również u męskich potomków Wiktorii na Wyspach Brytyjskich. Jej syn, Edward VII był zdrowy. Hemofilikiem nie jest także praprawnuczka monarchini królowa Elżbieta II, zdrowe jest jej potomstwo. Zdaniem genetyków zatrzymanie choroby nie oznacza, że znikła ona zupełnie. Może się w każdej chwili ujawnić przeniesiona przez kobietę – nosicielkę.
W skutek koligacji rodzinnych choroba trafiła także do krwi Romanowów. Najmłodsza córka Ludwika IV i księżniczki Alice wyszła za mąż za cara Mikołaja II i przyjęła tytuł carycy Aleksandry Fedorownej. Niestety była nosicielką i zaraziła carewicza Aleksego chorobą. Rodzina ukrywała z przyczyn politycznych chorobę syna, co w dużej mierze się udało. Dopiero po śmierci Romanowów historia zmagań młodego następcy tronu ze śmiertelną chorobą stała się znana, głównie za sprawą tajemniczego uzdrowiciela Grigorija Rasputina.
Syberyjski „święty” wyręczył lekarzy, którzy nie potrafili ani leczyć, ani zapobiegać hemofilii. Rasputinowi udało się zatrzymać krwotoki, groźne dla życia chłopca. Oddziaływał na Aleksego poprzez sugestię i hipnozę, leczył nie tyko ciało, ale i duszę. W ten sposób mnich- cudotwórca o wątpliwej reputacji stał się gwarantem ciągłości linii Romanowów i błyskawicznie wkradł się w łaski rodziny carskiej. Jego wpływy na politykę Rosji były tak znaczne, że posłowie Dumy zażądali usunięcia Rasputina z dworu carskiego. Wobec oporu Mikołaja i Aleksandry w 1916 roku zabili go zamachowcy z konkurencji politycznej. Carewicz Aleksy przeżył jeszcze dwa lata. Zginął z całą rodziną od kul bolszewików w Jekaterynburgu w lipcu 1918 roku.

Zgodnie z obowiązującą tradycją, to męski potomek, dziedziczył koronę i zapewniał ciągłość rodu. Księżniczki i królowe, choć zdarzały się wyjątki, nie zajmowały się polityką. Tymczasem, ze względów zdrowotnych, kobiety były bardzie predestynowane do pełnienia władzy, niż mężczyźni. To przede wszystkim płeć męska została naznaczona genetyczną skazą. Prognatyzm Habsburżanek występował rzadziej i był znacznie mniej rozwinięty. Na podagrę nie cierpiały kobiety Hohenzollernów. Księżniczki angielskie zarażały hemofilią tylko męskich potomków. Panie miały więcej siły i, gdyby rządziły imperiami, polityka nie byłaby może tak ułomna.

Marcin Rogoziński

Czytany 2411 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 03 lipiec 2014 20:23
Marcin Rogoziński

 

 

Polsko- niemiecki dziennikarz, publicysta, tłumacz, pilot wycieczek zagranicznych

Deutsch- polnischer Journalist, Publizist,Übersetzer, Reiseleiter

Tel: (48) 505 39 99 29

Email Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Gdzie Aktualnie Znajdujesz się:

Wyszukiwarka

Kategorie