wtorek, 12 marzec 2013 00:00

Kto zabił Mozarta?

Napisał 
Oceń ten artykuł
(1 głos)
Spisek masonów, morderstwo z zazdrości, syfilis czy infekcja? Od ponad 200 lat badacze próbują rozwiązać zagadkę śmierci Wolfganga Amadeusza Mozarta.
 

Czytaj tekst w Focus Historia

Grób kompozytora nie istnieje. Z trójki klasyków wiedeńskich, tylko Mozart spoczywa w niezidentyfikowanej nigdy mogile. Ekshumacja pozwoliła stwierdzić, że studenci medycyny odcięli martwemu Josefowi Haydnowi głowę, by znaleźć w niej geniusz. Beethovena niepokojono po śmierci dwukrotnie, raz nawet fotografowano szczątki. W przypadku Mozarta takie działanie nie wchodzą w grę, dlatego kryminolodzy, toksykolodzy, literaturoznawcy i muzykolodzy jedynie na podstawie materiałów archiwalnych próbują rozwikłać zagadkę śmierci geniusza. Snują teorie, które równie trudno udowodnić, co i obalić. 

We wrześniu 1791 roku Mozart wraca do Wiednia z Pragi, gdzie odbyła się prapremiera opery Łaskawość Tytusa (La Clementa di Tito). W domu kompozytor rzuca się w wir pracy. Łaskawość Tytusa przerwała przygotowanie opery „Zaczarowany Flet” i artysta ma zaledwie kilka dni na ukończenie kompozycji. Pierwszy spektakl zaplanowano już na 30 września i musi się śpieszyć.
Prapremiera "niemieckiej opery", jak autor nazywa dzieło, odbywa się w wiedeńskim Freihaustheater. Jej baśniowa fabuła traktuje o uwolnieniu przez Tamina córki Królowej Nocy porwanej przez złowrogiego Sarastro. Według badaczy pod zewnętrzną warstwą „Czarodziejskiego Fletu” kryje się jednak drugie dno. To właśnie w warstwie symbolicznej opery tkwi klucz do rozwiązania zagadki śmierci kompozytora.
Mniej więcej dwa miesiące po premierze „Czarodziejskiego fletu” Mozart zapada na ciężką chorobę i 5 grudnia 1791 roku umiera. Śpiewak operowy i aktor Benedykt Schack notuje: "Dzień przed śmiercią kazał sobie przynieść do łóżka partyturę "Requiem" i śpiewał – była godzina druga po południu. Byliśmy obecni przy pierwszych taktach La Crimosy, gdy Mozart zaczął płakać, odłożył na bok partyturę i 11 godzin później, o pierwszej w nocy, odszedł".
Szwagierka Sophie trzyma go tamtej nocy za rękę."Czuję metaliczny smak na języku" – skarży się kompozytor. Sophie każe wezwać lekarza - doktora Thomasa Closetta. Stan pacjenta pogarsza się; gorączkuje, ciało puchnie, z porów skóry sączy się jakaś ciecz, z ust wydobywają się pękające bańki. Mozart ma halucynacje, mówi od rzeczy, nie poznaje najbliższych ani otoczenia. Jego ciało przeszywają spazmy i bolesne skurcze. Rzęzi, próbując zaczerpnąć powietrza. Jego ręce wykonują w powietrzu nieskoordynowane ruchy, jakby próbował złapać płatki śniegu.
Closset wzywa na konsultacje innego lekarza, lecz ten również nie potrafi pomóc Mozartowi. Medycy ordynują upuszczanie krwi, które dodatkowo osłabia pacjenta. Tuż przed śmiercią artysta doznaje najprawdopodobniej udaru. Doktor Closset odnotowuje: "5 grudnia 1781 roku w małym domku cesarskim (Kleines Kaiserhaus) przy Rauhensteingasse zmarł w wieku 35 lat od ostrej gorączki wielce szanowny pan Wolfgang Amadeusz Mozart, kapelmistrz Jego Cesarskiej Mości i nadworny kompozytor, urodzony w Salzburgu”.

"Umarł Mozart (… ) ponieważ po śmierci jego ciało nabrzmiało, sądzi się, że został otruty” – nekrolog z 12 grudnia 1791 roku zamieszczony w berlińskim „Tygodniku Muzycznym” (Musikalisches Wochenblatt) zawiera wzmiankę o przyczynie śmierci kompozytora. Nie odnaleziono żadnego dokumentu, potwierdzającego tę informację, z wyjątkiem relacji syna artysty Carla Thomasa. Ma w dniu śmierci ojca siedem lat i pamięta szczegóły. „Kilka dni przed śmiercią jego ciało tak napuchło, że nie był w stanie wykonać ruchu. Odór, towarzyszący rozkładowi ciała, po śmierci tak się wzmógł, że przeprowadzenie autopsji stało się niemożliwe” Według relacji syna ciało zmarłego nie zrobiło się sztywne i zimne, lecz pozostawało wiotkie i elastyczne.
Dla trzech niemieckich lekarzy; Johannesa Dalchowa, Guntera Dudy i Kerner, autorów książki "Śmierć Mozarta 1791 – 1971” wyznanie Carla potwierdza, że Mozart został otruty. Zewnętrzne objawy, towarzyszące jego śmierci, odpowiadają symptomom zatrucia arszenikiem lub rtęcią. Pierwiastki te paraliżują nerki i układ oddechowy: ofiara puchnie i nie może oddychać. Lekarze diagnozują związek opery „Czarodziejski Flet” ze śmiercią kompozytora. Ich zdaniem Mozart ujawnia 18 rytuałów, towarzyszących przyjmowaniu nowicjusza do loży masońskiej. Łamie w ten sposób zasady i musi za karę odejść z tego świata.
Mozart od 1784 roku zasiada w loży o nazwie „Zur Wohlthatigkeit” (Dobroczynność). Pochodzący z Salzburga kompozytor, publicznie wierzący i praktykujący katolik, znajdujący się przez wiele lat w służbie arcybiskupa, bardzo angażuje się w działalność tajnego bractwa. Tworzy przede wszystkim muzykę - głównie kantaty i pieśni biesiadne na uroczystości masońskie. Do loży wprowadził Mozarta mineralog i metalurg austriacki Ignaz von Born, który jest pierwowzorem operowej postaci Sarastra.
"Czarodziejski flet" pełen jest masońskich nawiązań i symboliki. Już na początku pierwszego aktu można rozpoznać symbole tajnych inicjacji: trzy cnoty, trzy bramy (mądrości, rozsądku i natury), trzy powroty kapłana czy ostateczną przemianę Tamina z profana w "szukającego". Procesja kapłanów z początku drugiego aktu nawiązuje do ceremonii wejścia członków bractwa do wolnomularskiej świątyni. Kolejne sceny przedstawiają rytuały towarzyszące przyjmowaniu kandydata w poczet bractwa. Jest próba wody i ognia, Tamino składa przysięgę zachowania tajemnicy, wytrwałości i samoopanowania.
Mozart wykorzystuje symbolikę cyfry 3 w warstwie muzycznej opery. Akordy ze wstępu do uwertury odnoszą się do trzykrotnego pukania adepta do bramy Świątyni. Guy Wagner w książce „Brat Mozart” twierdzi, że tonacja Es-dur, z trzema znakami przykluczowymi to „tonacja masońska", symbolizująca trzy stopnie wtajemniczenia oraz trzy filary Sztuki Królewskiej.
18 listopada 1791 roku, niespełna dwa miesiące po premierze „Zaczarowanego fletu”, Mozart osobiście prezentuje loży najnowszą kompozycję. Kantata Wolnomularska (Freimaurerkantate) z przeznaczeniem dla solistów, chóru męskiego i orkiestry liczy 18 stron rękopisu, nosi podtytuł „Głośno okaż naszą radość” i jest wyrazem pochwały dla przyrody. Wkrótce kompozytor zapada na ciężką chorobę i dokładnie 18 dni po wystawieniu kantaty umiera. Mozart żegna się ze światem kompozycją wolnomularską, która jest ostatnim pełnym, zaprezentowanym publicznie dziełem. Requiem nie udało mu się ukończyć.

Mozart przeczuwa zbliżający się koniec. Przed śmiercią wraz z małżonką Konstancją udaje się na Prater – do wiedeńskiej dzielnicy rozrywki. Podczas spaceru szepcze żonie do ucha: "Wiem, że muszę umrzeć. Ktoś podał mi aqua tofana i dokładnie wyznaczył datę mojej śmierci". W ten sposób nazywa się bezwonną i pozbawioną zapachu truciznę na bazie arszeniku. W 1829 roku wdowa po Mozarcie opowiedzie angielskiemu badaczowi twórczości kompozytora Vincentowi Novello o podejrzeniach męża. Przyzna też, że jego wyznań nie potraktowała poważnie, lecz uznała za przejaw obsesji.
Biograf Mozarta Ludwig Köppen w książce „Mozart Tod - Ein rätsel wird gelöst“(Śmierć Mozarta – Zagadka zostaje rozwiązana) przekonuje, że Mozart zjadł truciznę, najprawdopodobniej rtęć. Prócz nerek i płuc, związek atakuje także mięśnie, powodując ich drżenie i wiotkość. W ostatnich ukończonych fragmentach „Requiem” nuty na pięciolinii są krótkie i urywają się, jakby Mozart nie miał siły dociągnąć linii do końca.
Köppen odrzuca teorię masońskiego spisku. Jego zdaniem Mozart sam się zabił. Kompozytor nabawił się latem 1971 roku syfilisu i potajemnie próbował zaradzić wstydliwej przypadłości. Chorobę weneryczną leczono wtedy tlenkiem rtęci i pacjent… przedawkował lek. Specyfik dostarczył podobno choremu Mozartowi baron van Swieten – również mason oraz osoba z najbliższego otoczenia cesarza. Według barona należało zataić przed światem wstydliwy fakt śmierci geniusza na chorobę weneryczną. Van Swieten nakazał usunąć informacje o przyczynie zgonu ze wszystkich dokumentów. Baron rzekomo namówił Konstancję, by pośpiesznie pochowała męża na cmentarzu we wsi St Marx poza murami miasta.
Według biografa Francisa Carra teorię o otruciu kompozytora potwierdzają dziwne okoliczności pogrzebu Mozarta. By uniknąć ryzyka zakopania żywcem, przepisowo chowa się Wiedeńczyków najwcześniej 48 godzin po stwierdzeniu śmierci. Mozart już następnego dnia zostaje pochowany. Ulubieniec Wiedeńczyków nie żegna się ze światem jak Beethoven i Haydn podczas uroczystej ceremonii pogrzebowej, lecz ląduje przysypany wapnem w masowym grobie bez krzyża.

"Zwłok pozbyto się w obawie przed obdukcją" – uważa Carr. Jego zdaniem sekcja wykazałaby otrucie rtęcią, przy czym zabójcy mogli działać także z innych pobudek. Komu jeszcze mogło zależeć na śmierci artysty?
"Mozart, wybacz swojemu zabójcy. Przyznaję, że cię zabiłem. Zabiłem cię Mozart" – wyznanie kompozytora Antonio Salieriego rozpoczyna film "Amadeusz" Milosza Formana. Odkąd reżyser uczynił rywalizację kapelmistrza opery włoskiej przy dworze cesarskim z młodszym od siebie geniuszem z Salzburga głównym wątkiem filmu „Mozart”, popularne stało się przekonanie o winie Włocha. Reżyser sugeruje, że Salieri zabił Mozarta z zazdrości o jego sukcesy i sławę, która prześcignęła jego własną. Przekazy, w tym liczne opisy z życia dworu cesarskiego w Wiedniu, nie potwierdzają jednak motywu rywalizacji obydwu muzyków i prawdopodobnie to tylko przypuszczenie utrwalone przez Formana.
Mozart wspomina jednak w listach, że Salieri zazdrości mu sukcesów. Nie może wybaczyć przede wszystkim, że Mozart podejmuje się dokończenia przerwanej przez Włocha kompozycji operowej „Cosi fan tutte” ( Tak czynią wszystkie, czyli szkoła kochanków) i czyni z niej majstersztyk. Antonio Salieri przyznaje się w wieku 73 lat do zamordowania Mozarta. Cierpi na chorobę psychiczną i trudno jego słowa traktować poważnie. Nie zachował się żaden dokument, potwierdzający wyznanie Salieriego, jednak według rosyjskiego badacza Igora Boeltza spowiednik włoskiego kompozytora zapisał jego wyznanie. Sekretarz Ludwiga van Beethovena odnotowuje z kolei w roku śmierci Włocha: „Salieri twierdzi, że ponosi winę za otrucie Mozarta”.
Zazdrość, tym razem małżeńska, jest kolejną poszlaką w sprawie śmierci Wolfganga Amadeusza. Ślad prowadzi do Franza Hofdemela, sąsiada kompozytora. Jak wieść gminna niesie, Mozart uwiódł żonę Magdalenę i spłodził jej dziecko. W dniu śmierci kompozytora Hofdemel się o tym dowiaduje wpada w szał, podrzyna gardło sobie, raniąc uprzednio niebezpiecznie ciężarną żonę.
Konstancja również nie dochowuje wierności i staje w kręgu osób podejrzanych o współudział w zbrodni. Żona zdradza Mozarta z jego uczniem Franzem Xaverym Süßmeyerem. Konstancja pomaga mu podobno wykraść manuskrypty z pracowni mistrza. Mozart się orientuje, więc uczeń w obawie przed zdemaskowaniem morduje nauczyciela. Faktem pozostaje, że to właśnie Süßmeyer pierwszy dostaje rękopis Requiem i wraz z innym kolegą z pracowni mistrza kończy mszę żałobną.

Literackim próbom wyjaśnienia zagadki śmierci Mozart, przeciwstawiają się naukowcy. Ich zdaniem symptomy choroby artysty mogą wskazywać na naturalną przyczynę śmierci. W 2007 roku grupa badaczy pod kierunkiem Richarda H.C Zegersa z uniwersytetu w Amsterdamie porównała ze sobą zgony pięciu tysięcy ludzi w latach 1790 – 1793 w Wiedniu i doszła do wniosku, że kompozytor padł ofiarą… epidemii. Bakteryjna infekcja doprowadziła go do chronicznej niewydolności nerek. „Nasze analizy jasno wskazują na występowanie ognisk odmy (edema), szczególnie powszechnej wśród mężczyzn poniżej 40 roku życia” – twierdzi Zegers w amerykańskim magazynie „Annals of Internal Medicine". W przypadkach odmy płyny ustrojowe wydostają się poza system organizmu i powodują charakterystyczny obrzęk.
Nim zespół Zegersa opublikował wyniki badań, popularne było wśród lekarzy przeświadczenie o reumatycznym podłożu dolegliwości Mozarta. Ostra gorączka reumatyczna, na którą podobno cierpiał, może w niektórych przypadkach wywoływać podskórne obrzęki. Według innej teorii dolegliwości kompozytora wynikają z powikłań po przebytej w młodości ospie. W 2000 roku Jan Hirschmann opublikował natomiast wyniki badań, z których wynika z nich, że Mozart zatruł się strychniną po zjedzeniu skażonego mięsa.
Naukowe próby odpowiedzi na pytanie, dlaczego umarł Mozart, brzmią logicznie, lecz nie przekonują. Spiskowej teorii dziejów brakuje racjonalnych podstaw, lecz fascynuje i pozostawia badaczom i artystom wiele miejsca na własną interpretację. I niech tak zostanie.
Marcin Rogoziński

Czytany 1404 razy Ostatnio zmieniany piątek, 15 marzec 2013 17:54
Marcin Rogoziński

 

 

Polsko- niemiecki dziennikarz, publicysta, tłumacz, pilot wycieczek zagranicznych

Deutsch- polnischer Journalist, Publizist,Übersetzer, Reiseleiter

Tel: (48) 505 39 99 29

Email Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Gdzie Aktualnie Znajdujesz się:

Wyszukiwarka

Kategorie